Rafał Kubów: Piłkarz musi mieć instrukcję swojego umysłu

Piotr Kamieniecki

Źródło: Legia.Net

22-11-2015 / 22:30

(akt. 07-12-2018 / 18:42)

- Czasem mówi się, że piłkarza nie należy chwalić, bo mu odbije. Mediów nie można jednak wyciszyć, ani nie powinno się tego robić. To zawodnik powinien być gotowy na nagły szum wokół niego. Coś takiego nie powinno go zaskoczyć. Tylko od nastawienia danego chłopaka zależy, czy poradzi sobie z takimi rzeczami wokół niego i czy będzie potrafił wznieść się na poziom pozwalający mu na trafienie do jednej z najlepszych lig w Europie - mówi w rozmowie z Legia.Net Rafał Kubów, który współpracuje z juniorskimi reprezentacjami Polski. W przeszłości szkoleniowiec zajmował się analizą przy Łazienkowskiej oraz pracą z Legią II u boku Jacka Magiery. Obecnie skupia się na treningu mentalnym. Zapraszamy do lektury zapisu rozmowy.

fot: Sylwia Matuszewska


Rozpocząłeś przygodę trenerską jako młody facet.


- Chyba każdy chłopak, powiedzmy jako siedmiolatek, marzył o tym, by w przyszłości zostać piłkarzem. Ze mną nie było inaczej. Gdzieś tam kopałem, głównie amatorsko, ale wiele z tego nie wyszło. Wtedy zacząłem pasjonować się psychologią. Na treningach potrafiłem zrobić rzeczy niewiarygodne, a w trakcie meczów bywałem najgorszy na boisku. Zastanawiał mnie ten proces, strona mentalna futbolu. Wcześnie się zorientowałem, że mogę w piłce coś osiągnąć, ale będąc trenerem. Teraz staram się pomagać graczom i wyciągam wnioski, choćby ze swojej przeszłości.


- Psychologia to dla mnie pasja, wielka pasja. Skończyłem AWF w Gdańsku i robiłem kolejne licencje trenerskie, ale też nie o to chodzi. Będąc w szatni przez wiele lat - jako piłkarz i trener - zawsze uważnie obserwowałem. Bolało mnie, że po piętnastu latach treningu zawodnicy nie potrafią wykorzystywać w pełni swojego potencjału i swoich szans.


Jak większość trenerów, zaczynałeś od pracy z maluchami?

 


- Tak. Wspominam ten okres wspaniale. Trenowałem sześciolatków, dziesięciolatków, drużyny juniorów i seniorów. Mam pogląd i przekrój na wszystkie roczniki. Nie było takiego, z którym bym nie pracował. Ćwiczyłem nawet damski zespół, co dawało ciekawe wnioski. Mogę stanowczo powiedzieć, że mam 23-letnie doświadczenie z piłką nożną na różnych etapach i z różną perspektywą.


Jak opisałbyś czas spędzony przy Łazienkowskiej? Przez ostatnie miesiące pracowałeś jako trener i analityk w rezerwach Legii.


- Świetna przygoda, która dała mi wiele nauki. Przez ponad dwa lata zmieniłem się jako człowiek, ale i trener. W Legii pracują najlepsi specjaliści w Polsce.


A ty się czułeś jednym z tych najlepszych specjalistów? 

 

- Kiedy przyszedłem do Legii, na pewno nie. A co z momentem odejścia? Nie zmarnowałem swojego czasu. Przychodziłem do klubu jako gość, który miał swój cel, ambicje i zdyscyplinowanie. Starałem się wnosić jakość, ale przede wszystkim uczyć się od mądrzejszych ode mnie.


Jak trafiłeś do Legii?


- Dużą rolą odegrał Jacek Magiera, który w trakcie rozmów zauważył we mnie potencjał. To osoba, która otworzyła mi bramę do Legii i jestem mu za to bardzo wdzięczny.


Opowiedz o początkach.


- Zaczynałem od pracy z doskoku. Mieszkając jeszcze na Śląsku, jeździłem i dla sztabu trenera Jana Urbana obserwowałem rywali Legii. Robiłem analizę i czasem jechałem osobiście ją dostarczyć i godzinę porozmawiać ze szkoleniowcem. Było warto. Nie patrzę na to tak, że jedynie tłukłem się przez pół Polski. Determinacja nakazywała mi dostać się do Legii na stałe. Rzuciłem wtedy swoje całe dotychczasowe życie i wyjechałem do stolicy.


- Po przeprowadzce do Warszawy dostałem gabinet obok trenera Urbana i stamtąd jeździłem obserwować rywali Legii. To już było niesamowite. Często zdarzało mi się wtedy rozmawiać z Jackiem Magierą czy Kibu Vicuną. Miałem okazje przekazywać wszystkim wieści na temat przeciwników. Muszę też powiedzieć, że trener Urban potrafił mądrze przekazać esencję wiedzy zawodnikom. To bardzo dobry fachowiec.


W Legii miałeś do czynienia głównie z juniorami młodszymi i starszymi. To ludzie w okresie dojrzewania. Przy Łazienkowskiej istnieje coś takiego jak trening mentalny?


- Odpowiem trochę inaczej. Nasi trenerzy pod względem przygotowania merytorycznego i taktycznego są - moim zdaniem - w czołówce Europy. Zmobilizowały nas do tego niepowodzenia reprezentacji i klubów na arenie międzynarodowej. Drugą kwestią jest jednak polska mentalność, która zostawiła blizny na nas wszystkich. Inne kraje spokojnie sobie z tym radzą, a my musimy nad tym pracować.


Powiedzmy, że obok siebie stoi dwóch osiemnastoletnich zawodników - jeden z Polski, drugi z Niemiec. Obaj prezentują też dwa różne poziomy mentalne?


- Każdy z nich dorasta w określonym środowisku. Od małego obserwują rówieśników i system, a polski i niemiecki jest inny. Niezwykle istotne jest spotkanie odpowiednich ludzi i przekraczanie strefy komfortu. Świetnym przykładem jest Robert Lewandowski, pokazujący, że Polak może być jednym z najlepszych napastników na świecie. Lewandowski miał rodziców sportowców, a dosyć wcześnie zmarł jego ojciec. Taka tragedia go wzmocniła. Później podejmował kolejne wyzwania i spotkał menedżera, który mocno mu pomógł. Pamiętajmy jednak, że składa się na to wiele czynników losowych.


- Polak nie ma gorszej struktury ciała od Niemca. Czasem trzeba jednak uwolnić pewną sferę mentalną i przekroczyć strefę komfortu. Jak? Na przykład zmieniając klub, mimo że w dotychczasowym mamy wręcz pozycję Boga. Zmiana środowiska może być ryzykowna, ale może też pozwolić dokonać wielkiego progresu.


Jak wiele zależy od talentu? Ile od głowy, a ile od pracy? 

 


- Żeby wszystko zrobić, trzeba chcieć. To kwestia motywacji. Fundamentem jest mentalność oraz osobowość.


Ilu jest takich, którzy niezbyt się przykładają i przez to nie grają na miarę swoich możliwości?


- W Polskich warunkach wielu. Pracuję regularnie z rocznikiem ’98 w reprezentacji Polski i moim zdaniem, w porównaniu z innymi, to wybitne pokolenie. Zawodnicy urodzeni właśnie w tym roku, od początku przygody z piłką pracowali i pracują  z trenerami, którzy są dobrze wyszkoleni. Ci ludzie kompetentnie przekazują wiedzę młodzieży. Mamy masę piłkarzy grających w Ekstraklasie, ale dlaczego część z nich nie miałaby grać w Premier League? Część zawodników z Polski po transferze zagranicznym nie daje sobie rady, ale jest też druga grupa. Ta wchodząca na boisko i potrafiąca pokazać się z dobrej strony. Na przeszkodzie stoi blokada mentalna.


- Prawda jest jednak taka, że zawodnik zaczyna szukać motywacji dopiero wtedy, gdy pojawi się mocne cierpienie. Kiedy jest za dobrze, to wielu zadowala się sukcesem.


Wcześniejsze przeżycia mogą mieć wpływ na zawodnika? Chodzi mi o to, czy piłkarz, który miał trudne dzieciństwo, jest bardziej zdeterminowany od kolegi, który pochodzi z tak zwanego dobrego domu. 

 


- Człowieka motywują dwie rzeczy: uciekanie od cierpienia lub dążenie do przyjemności. 90 procent społeczeństwa skupia się na tym pierwszym. Jest jednak grupa starająca się sięgnąć czegoś więcej. Już wtedy, gdy życie jest nieźle ułożone. Trudne dzieciństwo czy - choć brzmi strasznie - śmierć rodzica, potrafią z czasem wzmocnić. Dlaczego? Takich ludzi wiele już nie zaskoczy, ani też wiele nie będzie stresowało. 


Spotkałeś młodego piłkarza, którego mógłbyś nazwać mentalnym mistrzem?


- Na pewno widzę różnicę między zawodnikami, którzy nie ruszają się z Polski, a tymi, którzy pograli jakiś czas za granicą. Takie wyjazdy potrafią nadać dystansu. Nie chcę wyróżniać tych najlepiej przygotowanych mentalnie. Mogę zapewnić, że jest takich wielu. Jeśli miałbym wymienić każdego, musiałbym nosić ze sobą długą listę. Gracze często są świadomi wielu rzeczy, ale nie mają instrukcji obsługi swojego umysłu.


- Piłkarze nie mogą przejmować się porażkami. Nie chodzi o olewanie złych wyników, ale o radzenie sobie z nimi. Tak samo jest z sukcesami. Najważniejszą kwestią jest to, by nie analizować ciągle złych i dobrych rzeczy. Gracz na odpowiednim poziomie mentalnym położy się spać po spotkaniu, a rano obudzi się i będzie myślał o kolejnych wyzwaniach.


A jak jest w Legii, gdzie juniorzy mają wszystko podane na tacy? Nie jest im za dobrze?


- Jeżeli wszystko jest poukładane i pojawia się strefa komfortu, to można łatwo zostać w niej na długo. Dla wielu liczy się to, że udało się uciec od wspomnianego cierpienia. Wróćmy do Lewandowskiego. Był uwielbiany w Zniczu i Lechu, chcieli z niego zrobić symbol, a jednak szedł dalej i trafił do jednego z największych klubów na świecie. Dzięki temu, że nie bał się ryzyka i wyzwań, udało mu się spełnić marzenia. 


Jakie są największe zalety treningu mentalnego?


- Taki trening przygotowuje piłkarza do zwycięstw i porażek, które zawodnik powinien przyjmować jako część swojego zawodu. Sukces powinien pokazywać nowe możliwości do wykorzystania. Czasem trzeba cieszyć się z najmniejszych rzeczy. Gracze powinni mieć świadomość, że wykonują fajną pracę, która jest dobrze płatna, a miliony zwykłych osób na całym świecie jeszcze płacą za możliwość oglądania futbolu.


Jak wygląda taki trening?


- Zachęcam piłkarza do podróży w głąb siebie, staram się to zrobić również poprzez stronę na Facebook’u, której popularność w pierwszych miesiącach istnienia przerosła moje oczekiwania. Sam trening wygląda bardzo różnie, zależy z jakim piłkarzem się współpracuje. Szczerze mówiąc, nie chciałbym wspominać o szczegółach, bo to powinno zostać między piłkarzem, a trenerem.


Jednym z kluczowych pojęć jest dla ciebie „flow”. Możesz powiedzieć coś na ten temat?


- Ma to wiele wspólnego z samoświadomością. Piłkarz musi panować nad tym, co produkuje jego umysł. Jeśli ma nad tym częstą świadomość, może zajść daleko. Ważna jest świadomość procesów. Podam przykład jaskiniowca który robił się blady na widok dinozaura. Krew odpływała do mięśni dużych, by nasz jaskiniowiec mógł efektywnie uciekać. Piłkarz, jeśli będzie blady, powinien wiedzieć, że to reakcja organizmu. Jeśli nauczy się sobie z tym radzić, będzie w stanie oczyścić się ze strachu i grać najlepiej jak potrafi. Żadna mowa motywacyjna, nie zastąpi - powiedzmy - piętnastoletniego treningu. Szkoleniowcy często oczekują, że dany gracz da z siebie wszystko. I taki zawodnik „wyciśnie z fabryki” sto procent, ale tylko wtedy, gdy nie będzie myślał, a zda się na nawyki wypracowane przez ostatnie lata.


To część inteligencji emocjonalnej piłkarza?


- Dokładnie. To ty masz być panem swojego umysłu, a nie na odwrót. Polega to też na tym, że piłkarz nie zraża do siebie trenera czy otoczenia. Składają się na to kontakty międzyludzkie. Ważne, by być człowiekiem dla ludzi. Spójrzmy na Nemanję Nikolicia. Reprezentant Węgier strzela pierwsze gole w Legii i od razu biegnie podziękować kolegom i temu, który mu asystował. Już na początku sezonu było widać, że on będzie zdobywał bramki, bo jest lubiany, a reszta graczy będzie mu chętnie podawała. Ten, który jest akceptowany w grupie, zawsze ma łatwiej.


- Może być też przypadek, że piłkarz jest niesamowitym kozakiem będzie strzelał dużo goli, ale będzie trudnym we współżyciu człowiekiem. Kłopot pojawi się w chwili spadku formy. Czy drużyna mu to wybaczy? Wątpię. Każdemu zdarzają się słabsze momenty, Nikolić też będzie je miał. Sądzę jednak, że wtedy pomoże mu cały zespół.


Co powinno być najważniejsze dla młodego piłkarza? 

 


- Rozwój we wszystkich aspektach. Nie można niczego pomijać. Przygotowanie fizyczne i mentalne to jednak fundament.


Jest coś takiego, jak lista najważniejszych cech dla młodego piłkarza?


- Na pewno musi wychodzić ze strefy komfortu. Gdy jest źle, piłkarz często szuka pomocy. Jeśli jednak jest dobrze, warto rozejrzeć się mając chłodną głowę i postawić sobie kolejne cele do spełnienia.


Z czego czerpiesz inspirację do treningu mentalnego?


- Spotykam się z kolegami po fachu. Staram się czerpać inspirację z całego świata, nawet z filozofii buddyzmu. Przeczytałem też mnóstwo książek, ale najważniejsze jest obserwowanie rzeczywistości i praktyka. Przez lata siedziałem i nadal siedzę w szatni piłkarskiej i myślę, że mogę funkcjonować na innym poziomie, niż pozostali trenerzy mentalni.


Widzisz różnicę między psychologiem sportu, a trenerem mentalnym?


- Psycholog też potrafi pomóc zawodnikowi, to ludzie o olbrzymiej wiedzy, którzy skończyli odpowiednie studia. Trudno jednak wejść w skórę zawodnika, nie przeżywając tego, co oni. Mam za sobą grę w piłkę i bycie trenerem to olbrzymi kapitał. Uważam, że zwracam większą uwagę na mięsień świadomości, który można ćwiczyć. To on pozwala nam być najlepszą wersją siebie, generować stany flow.


Widzisz w Ekstraklasie kogoś, kto jest w stanie długo utrzymywać się w tym stanie flow.


- To normalne w NBA, gdzie regularnie się nad tym pracuje. W Polsce czegoś takiego nie ma, a ja efektami będę starał się pokazać, że to skuteczne. W Ekstraklasie też gracze wpadają w stany flow, ale głównie ci bardziej doświadczeni, mający za sobą na przykład 300 meczów. Może go jednak zestresować nowe wyzwanie, jak Liga Mistrzów. Łatwo poznać piłkarza w stanie flow, po prostu „wszystko mu wychodzi”, kluczem jest wchodzić w te stany świadomie.


13 grudnia odbędzie się konferencja Football Players Zone organizowana przez Jacka Magierę. Będziesz jednym z prelegentów.


- Będę chciał poruszyć temat świadomości. Mówi się, że człowiek uczy się na błędach. Powiedziałbym inaczej. Człowiek uczy się na błędach, ale jedynie wtedy, jeśli jest ich świadomy. Nie brakuje takich, którzy masowo mylą się w ten sam sposób. Konfucjusz mówił: powiedz, a zapomnę. Pokaż, a będę wiedział. Daj zrobić, to zrozumiem.


- Piłkarz musi być świadomym swoich błędów, wtedy będzie stawał się lepszy. Wspomniana konferencja jest pewnym krokiem milowym do zdobycia wiedzy i umiejętności. Ci, którzy się pojawią, będą mogli porozmawiać z ludźmi radzącymi sobie po zakończeniu karier. Świetnymi przykładami są Jacek Magiera i Wojciech Kowalewski. Będą też czołowi biznesmeni, choćby Marian Owerko. O współpracy z mediami opowie z kolei Bożydar Iwanow. Sam zdradzę kilka tajemnic odnośnie treningu mentalnego.


Kogo byś zaprosił na taką konferencję?

 

- Wszystkich piłkarzy, niezależnie od wieku. Będą tam treści dla 35-letniego piłkarza, ale też 20-letniego, który dopiero zaczyna karierę. Każdy z nich będzie mógł się dowiedzieć przydatnych rzeczy. Młodszy zawodnik po takiej konferencji będzie świadomy wszystkich procesów jakie wpływają na jakość jego kariery.

Komentarze (3)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
~Jacek R.
  • 0 / 0
Sorry wiem ze to tylko przenosnia byla ale musze to powiedziec by slabo myslacy ludzie nie powtarzali...NIGDY zaden jaskiniowiec nie uciekal przed dinozaurem bo NIGDY nie egzystowali w tym samym czasie (ok 60 MILIONOW LAT odstepu miedzy oba gatunkami)
~Geniu
  • 0 / 0
Sorry, wiem że to tylko szczegół, ale muszę to napisać, by słabo myślący nie powtarzali. To nie jest poprawnie po polsku. Nawet w stopniu wczesnej podstawówki...... Jacku.
~Geniu
  • 0 / 0
Pomijając to, że masz racje. Ale na Boga! Trzeba to jakoś czytelnie przekazać.