- Nie widzę w tym nic zdrożnego, że ujawniłem te osoby, klub przecież nieco wcześniej ogłosił program walki z korupcją - mówi mecenas Damięcki. - Ponadto prokuratura wrocławska wyraźnie zaakcentowała, że materiał dotyczący klubu jest kompletny. Nie widziałem powodów, by chować głowę w piasek i tych nazwisk nie ujawniać. Zresztą wiele z nich pojawiło się przy okazji zatrzymań i przesłuchań, kilka z nich było „tajemnicą publiczną”. W gronie działaczy zastanawiamy się, jakie kary zastosować wobec winnych.
Wierzchołek góry
Na czele „listy winnych” wg sosnowiczan znajduje się były już dyrektor, Wojciech Rudy, sterujący klubem jednoosobowo. Miał on wątpliwą przyjemność przebywać przez dwa dni we wrocławskiej prokuraturze, złożył zeznania i za kaucją opuścił areszt. Z kolei Waldemar Włosowicz, kierownik drużyny, nie był przesłuchiwany przez organa ścigania, ale nowe władze klubowe zawiesiły go w pełnieniu obowiązków. Wątpliwe, jak twierdzą wtajemniczeni, by powrócił na swe stanowisko. Trenerzy Krzysztof Tochel, Michał Nowak oraz Bogdan Pikuta również - zdaniem mecenasa - byli uwikłani w niecny proceder. Ten pierwszy w kwietniu sam się zgłosił do prokuratury i złożył obszerne wyjaśnienia. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” całą winę zrzucił na piłkarzy, wywołując u wielu z nich... szyderczy śmiech. Michał Nowak, szkoleniowiec i sędzia w jednej osobie, został doprowadzony do prokuratora, wyszedł za poręczeniem majątkowym. Natomiast Bogdan Pikuta nawet nie ma okazji się bronić, bowiem pracuje i gra amatorsko w Irlandii.
Bez zająknięcia
Marcin Lachowski, Łukasz Antczak i Mariusz Ujek - kolejni napiętnowani przez Tomasza Damięckiego - mieli wątpliwą przyjemność stanąć przed obliczem wrocławskich prokuratorów. Lachowski, z którym trzy tygodnie temu rozwiązano kontrakt za porozumieniem stron, nie znalazł zatrudnienia w klubie szczebla centralnego. Ostatecznie wybrał grę w LZS Leśnica, beniaminku IV ligi opolskiej. Antczak dwa sezony temu opuścił sosnowiecką drużynę, występował w Szczakowiance Jaworzno, Myszkowie, zaś teraz zatrudnił się w IV-ligowym BKS Bielsko-Biała. Ujek - dziś gracz wicemistrza Polski, GKS Bełchatów - na samo wspomnienie pobytu w Zagłębiu dostaje drgawek. Całkowitą winę zrzucał na działaczy oraz szkoleniowców. - Nie mam podstaw nie wierzyć Mariuszowi, dlatego też w moim zespole będzie grał - oświadczył swego czasu trener Bełchatowa, Orest Lenczyk i w swojej decyzji jest konsekwentny.
Wojciech Małocha, sprowadzony do Sosnowca przez trenera Tochela, sam zgłosił się do prokuratury i złożył wyjaśnienia. Podobnie jak wymienieni wcześniej koledzy, nadal biega po boisku - w barwach Błękitnych Raciąż (liga okręgowa). Z Danielem Treścińskim, przez wiele lat kapitanem zespołu, leczącym ostatnio przewlekłą kontuzję, działacze Zagłębia rozwiązali kontrakt. Z kolei włodarze Korony Kielce, na wieść o obecności Marcina Drzymonta na liście podejrzanych, natychmiast zawiesili go w prawach zawodnika do wyjaśnienia sprawy. Wymienienie przez sosnowieckiego mecenasa nazwiska Janusza Wolańskiego, obecnie piłkarza Polonii Bytom, też wywołało w kręgach piłkarskich spore poruszenie. Choćby dlatego, że w sezonie 2003/04 - którego w lwiej części dotyczyły materiały przekazane przez prokuraturę - Wolański był piłkarzem... Górnika Łęczna. Do Sosnowca zjechał dopiero wiosną 2005 roku i grał w Zagłębiu przez półtora sezonu. Klub sosnowiecki - poza wyliczeniem winnych - wystosował wniosek do PZPN o wszczęcie postępowania wyjaśniającego wobec sędziów oraz obserwatorów. Obecni działacze chcą grubą kreską odciąć się od smutnej przeszłości. Zapowiedzieli przy okazji abolicję wobec tych graczy, którzy sami przyznają się do grzechów lat minionych.